Ewa Trzebińska: Sport to nie tylko rozwój fizyczny!

Przeczytaj rozmowę z utytułowaną polską szpadzistką, Ewą Trzebińską* o poświęceniu, którego wymaga uprawianie sportu, płynących z niego korzyściach oraz miłości do szermierki.

Fabryka Formy: Czy migała się Pani od zajęć WF-u?

Ewa Trzebińska: Absolutnie nie! To była jedna z moich ulubionych lekcji! Zawsze lubiłam się ruszać, zresztą sport był w naszym życiu od najmłodszych lat – mam na myśli zarówno siebie, jak i moje rodzeństwo. Próbowaliśmy różnych dyscyplin. Moja starsza siostra intensywnie trenowała pływanie, mój młodszy brat zaczął od pływalni, potem grał w piłkę nożną i futbol amerykański. Ja też uprawiałam przez jakiś czas pływanie, później gimnastykę akrobatyczną. Szukałam czegoś, co mnie urzeknie.

I w końcu urzekła Panią szermierka? To jednak niezbyt popularny sport w Polsce…

– To był zbieg okoliczności. Szczęśliwy, jak się okazało. Miałam wtedy 10 lat, chciałam grać w siatkówkę, ale nie było dostępnego klubu. Mama zabrała mnie do Pałacu Młodzieży w Katowicach, żeby wybrać dla mnie jakieś zajęcia. A tam wisiał wielki baner o naborze do sekcji szermierczej. Spytałam, co to jest, a że mama sama nie wiedziała, weszłyśmy po informację. I tak zaczęła się cała przygoda z szermierką. Przywitała nas moja pierwsza trenerka, pani Ludmiła Zaczek. I wytłumaczyła, że jeżeli chcę poważnie podchodzić do sportu, muszę poświęcić na treningi przynajmniej cztery dni w tygodniu.

Cztery dni w tygodniu… to sporo dla dziesięciolatki!

–  Tak, ale nie może być inaczej. Dlatego uważam, że konieczne jest edukowanie rodziców, ponieważ to od nich zależy, jak potoczy się kariera sportowa dziecka. Uprawianie sportu „na poważnie” to wyzwanie dla całej rodziny. Pamiętam, ile czasu i uwagi musieli poświęcić moi rodzice – wożenie na treningi, wyjazdy na zawody, zakup sprzętu, zajęte weekendy. Dla nich to było dość naturalne, ponieważ sami byli sportowcami, ale wiele osób może nie zdawać sobie sprawy z ilości poświęceń, których wymaga profesjonalne uprawianie sportu.

A może nie warto się tak męczyć?

– Oczywiście, że warto! Pamiętajmy, że sport zapewnia dziecku nie tylko rozwój fizyczny. To zajęcie, które fantastycznie kształtuje charakter, poszerza horyzonty, uczy organizacji czasu, długofalowego planowania, radzenia sobie ze stresem. Sport wiąże się nie tylko z sukcesami, ale i z porażkami, presją, rywalizacją. Młody człowiek musi się z tym wszystkim zmierzyć, co później procentuje w dorosłym życiu. Do tego dochodzi ważna umiejętność pracy zespołowej, bo nawet dyscypliny indywidualne trenuje się w grupach. I nawiązane wtedy relacje często zostają na całe życie. Większość moich przyjaciół i znajomych poznałam właśnie dzięki szermierce. Moi rodzice też poznali się na obozie sportowym. Mama zawodowo grała w siatkówkę, a tata był kolarzem.

Często rodzice obawiają się, że uprawianie sportu odbije się negatywnie na nauce. Pani rodzice nie mieli takich obaw?

– U mnie w domu sprawa była jasna od samego początku – nauka jest na pierwszym miejscu. Żeby trenować musiałam mieć dobre oceny. W sporcie wszystko może się zdarzyć i nasze plany mogą ulec zmianie, czy to z powodu kontuzji czy choćby braku predyspozycji do zawodowego uprawiania danej dyscypliny. Wtedy bez edukacji zostajemy na lodzie. Ja uczyłam się w liceum dwujęzycznym z językiem francuskim i zdawałam maturę amerykańską, dzięki czemu mogłam wyjechać na studia do Stanów Zjednoczonych, gdzie spędziłam sześć lat.

Czyli plan rodziców udało się wykonać?

– Tak. To także zasługa nauczycieli, którzy zazwyczaj wykazywali się dużą wyrozumiałością, proponowali na przykład inne terminy zaliczeń ze względu na moje wyjazdy czy zawody. Ale zdarzali się też nauczyciele, którzy zamiast motywować, rzucali kłody pod nogi. Miałam problem z uzyskaniem indywidualnego toku nauczania. Takie podejście powinno się zmienić, bo młodego człowieka łatwo zniechęcić, a przecież nie o to chodzi.

I znów wracamy do szkoły i jej roli w promowaniu aktywności fizycznej. Jeśli spojrzeć na statystyki i raporty na temat zwolnień z WF-u, wyraźnie widać, że coś tu nie działa…

– Szczerze mówiąc rozumiem, że czasem taki zwykły WF może być dla dzieci nużący, szczególnie jeśli klasy są przepełnione, brakuje sprzętu albo nauczyciel rzuca dzieciakom piłkę i tylko na tym polega lekcja. Dlatego uważam, że świetnym pomysłem są klasy o profilach sportowych, np. w Warszawie powstała ostatnio taka klasa o profilu szermierczym. Tutaj aktywności fizycznej jest trochę więcej i jest ona dokładniej sprofilowana pod kątem danej dyscypliny, jak siatkówka, koszykówka, piłka nożna, lekkoatletyka, itd. W ten sposób wyławia się talenty, a dzieciom łatwiej pogodzić sport z nauką.

Czy po tylu latach treningów, zawodów, wysiłku na najwyższym poziomie nie ma Pani trochę dość?

– Nie mam. Dla mnie treningi to prawdziwa radość. Oczywiście są takie momenty po zakończeniu sezonu, kiedy potrzebna jest przerwa i cieszę się, że będzie kilka tygodni odpoczynku. Ale po pewnym czasie czuję, że czegoś zaczyna mi brakować. Mój organizm po prostu domaga się aktywności. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez sportu i mam nadzieję, że on zostanie w moim życiu nawet po zakończeniu kariery.

Rozmawiała Monika Wasilewska

*Ewa Trzebińska (Nelip) – polska szpadzistka, dwukrotna srebrna medalistka mistrzostw świata, dwukrotna mistrzyni Europy, dwukrotna mistrzyni Polski, reprezentuje AZS-AWF Katowice.

Zadaj nam pytanie

Dzień dobry

O co chcesz zapytać?

Zachęcamy także do przejrzenia naszej strony, gdzie zapewnie znajdziesz wiele ciekawych informacji na temat klubów, zajęć a także tych, dotyczących zdrowego stylu życia. Odwiedź nasz blog