RADUJE CZY FRUSTRUJE? WF OCZAMI NAUCZYCIELA

Rozmowa z Maciejem Stoleckim, nauczycielem wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej w Katowicach, trenerem tenisa oraz squasha, absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach.

Fabryka Formy: Według raportu Najwyższej Izby Kontroli nawet 30% uczniów nie uczestniczy w lekcjach WF-u. Im starsi uczniowie, tym gorzej. Rzeczywiście jest tak źle? Jak to wygląda z perspektywy nauczyciela?

Maciej Stolecki: Problem rzeczywiście widać, szczególnie w starszych klasach. Obecnie uczę w szkole podstawowej, poprzednio uczyłem w gimnazjum, i różnica jest zauważalna. W młodszych klasach – od czwartej do szóstej – rzadko spotykam się z unikaniem zajęć. Młodsze dzieci na ogół ćwiczą chętnie, bo to jest dla nich dobra zabawa i okazja, żeby rozładować energię. Ale w klasach siódmych i ósmych pojawiają się już zwolnienia i widać coraz mniejsze zainteresowanie aktywnością fizyczną, zwłaszcza wśród dziewcząt. W szkole średniej ta sytuacja zapewne jeszcze się pogarsza.

Dlaczego tak się dzieje?

– Mówimy o nastolatkach. To, jak wiadomo, trudny moment rozwojowy – zmieniają się zainteresowania i priorytety, nowe rzeczy stają się ważne w życiu. Do tego dochodzi oczywiście cyfryzacja: telefony, tablety, komputery. Młodzi ludzie coraz więcej czasu poświęcają na gry, media społecznościowe i inne aktywności w sieci, co skutkuje brakiem ruchu – i w szkole, i po szkole. Ale problem jest oczywiście złożony, tu nie ma prostych odpowiedzi. Wiele zależy od samej szkoły, od zaplecza, którym dysponuje, ale też od środowiska lokalnego i tego, gdzie znajduje się dana placówka. Są bogatsze i biedniejsze regiony, to wszystko ma znaczenie. Barierą może być choćby brak prysznica w szatniach, o czym często mówią uczniowie, szczególnie dziewczęta. Nikt nie chce czuć się nieświeżo na kolejnych lekcjach, co jest całkowicie zrozumiałe. To wszystko razem wzięte zniechęca do zajęć i skutkuje zwolnieniami.

Jak zazwyczaj wygląda to wykręcanie się od WF-u? Uczniowie przynoszą zwolnienia od rodziców?

– Zdarzają się zwolnienia od rodziców, chociaż sporadycznie. Nie wszyscy rodzice chcą je wypisywać bez wyraźnego powodu. Zwykle uczniowie zgłaszają po prostu brak stroju, nie zależy im na przedmiocie, nie zależy im na ocenach. W skrajnych przypadkach dostaję zwolnienia od lekarza. Zwykle przynoszą je dzieci, które rzeczywiście borykają się z jakimś problemem zdrowotnym i nie mogą uczestniczyć w zajęciach. Chociaż w takich przypadkach też zdarzają się nadużycia i te zwolnienia są wypisywane niepotrzebnie…

Co musiałoby się zmienić w szkołach, żeby frekwencja na lekcjach WF-u była wyższa?

– Bardzo ważne jest zaplecze sportowe. Pracowałem już w ośmiu szkołach i wiem, jak różnie to może wyglądać. Czasem warunki są bardzo dobre, ale bywają też fatalne. A wiadomo, że im lepszy jest sprzęt i infrastruktura, tym ciekawsze lekcje i automatycznie większe zainteresowanie przedmiotem. Można wtedy pokazać uczniom różne dyscypliny, nie trzeba się ograniczać do gier na sali gimnastycznej. Druga sprawa to siatka godzin i organizacja zajęć. Często mamy łączone grupy, czyli 30-40 osób na jednej sali, która ma 20 metrów, więc można sobie wyobrazić, jak te lekcje wyglądają…

Pamiętam, że w liceum na WF-ie w kółko graliśmy w siatkówkę, a chłopcy w piłkę nożną, czyli dominowały gry zespołowe. Czy coś się pod tym względem zmieniło w polskich szkołach?

– Uważam, że forsowanie jednej konkretnej dyscypliny nie ma sensu, ale faktycznie gry zespołowe dominują w szkołach, bo na sporty indywidualne zwyczajnie brakuje miejsca i sprzętu. Przy tej liczebności klas ciężko uczyć nawet tenisa stołowego czy badmintona, a co dopiero bardziej wymagających dyscyplin. Mimo wszystko warto się starać i proponować zróżnicowane zajęcia. Sprawdzać, co lubi dana klasa. Mam takie, w których można na okrągło robić gimnastykę i dzieciaki to uwielbiają. W jednej chcą cały czas grać w koszykówkę, a w drugiej jej nie cierpią i nie da się przeprowadzić bez marudzenia ani jednej lekcji. Ale tak naprawdę dyscyplina ma mniejsze znaczenie – najważniejsze, żeby młodzi ludzie się ruszali.

Ale co robić, kiedy nie chcą?…

– Pamiętajmy, że przykład zawsze idzie z góry. Rzadko się zdarza, żeby aktywni rodzice wychowali nieaktywne dziecko. Osoba przyzwyczajona od najmłodszych lat do ruchu, wycieczek, roweru, gry w piłkę traktuje sport jak coś naturalnego, sama tego szuka. Jeśli natomiast dziecko nie jest nauczone aktywności, spędza czas wolny przez komputerem czy telewizorem i obserwuje podobne zachowania u rodziców, to nic dziwnego, że nie interesuje się potem sportem czy unika WF-u. Nam, nauczycielom ciężko jest dotrzeć do takiego ucznia, a jemu samemu jest po prostu trudniej na tle rówieśników, bo jest słabszy, mniej sprawny i szybko się zniechęca.

Czy po wielu latach uczenia w (niedoskonałej) polskiej szkole, ta praca bardziej Pana raduje czy frustruje?

– Zdarzają się kryzysy i chwile, kiedy człowiek się zastanawia, po co to w ogóle to robi. Ale z drugiej strony dzieciaki dają tyle pozytywnej energii i motywacji, że odpowiedź przychodzi sama. Edukacja to ciągła praca z ludźmi. Bywa nieprzewidywalna, bywa zaskakująca. Każdy człowiek jest inny i każda godzina lekcyjna wygląda inaczej – bardzo to cenię w swojej pracy. Ale nie ukrywajmy… sytuacja w oświacie jest trudna, przydałyby się zmiany. Czasem nie potrzeba wielkich reform. Wystarczyłoby zmniejszyć liczebność grup, tak żeby dzieci mogły ćwiczyć w optymalnych warunkach, a nauczyciel miał szansę na indywidualne podejście do uczniów. W obecnym systemie jest za dużo formalności, zamiast skupiać się na uczniach i jakości nauczania, siedzimy w papierkach i dokumentach. I to dzieciaki najwięcej na tym tracą. A przecież o nie tutaj chodzi!

 

Rozmawiała Monika Wasilewska

Nie zwalniaj – wf w ff

Zadaj nam pytanie

Dzień dobry

O co chcesz zapytać?

Zachęcamy także do przejrzenia naszej strony, gdzie zapewnie znajdziesz wiele ciekawych informacji na temat klubów, zajęć a także tych, dotyczących zdrowego stylu życia. Odwiedź nasz blog